– Uśmiechnęła się złośliwie.

głosie wyczuwało się wściekłość. Dłoń z fotografią drżała.

sprawdzić mój telefon.
– Co o niej sądzisz? – zapytała.
samochodowy? – Pokręciła głową.
Fermin. Nie bał się. Owszem, był zaintrygowany. Zaniepokojony, tak. Ale nie bał się o życie,
No cóż, nie miała najmniejszego pojęcia. Z każdym dniem zdawała się pogrążać w mrocznej otchłani. - Opanuj się, Caitlyn. Weź się w garść. Przynajmniej do jutra. Jutro spotka się z Marvinem Wilderem, prawnikiem poleconym przez Amandę, który poradzi jej, co robić. Usiadła przy biurku i wyłączyła komputer. - Nie zrobiłam tego. Nie zabiłam Josha - powiedziała na głos, ale wcale nie była tego taka pewna. Zaczęła się zastanawiać, czy byłaby zdolna do morderstwa. Czy mogłaby zabić męża, usiłować zabić siostrę, a potem zamordować własną matkę? Nagle zabrakło jej tchu, chwyciła się biurka, zupełnie roztrzęsiona. Pomóż mi, modliła się w myślach, proszę, pomóż. Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają. Skąd to zna? Z jakiegoś starego kazania, które słyszała w dzieciństwie? A może to były słowa ojca, które przypomniała sobie teraz, po tylu latach. Zamknęła oczy. Nie może się teraz załamać. Nie teraz. Nie znowu. Dobrze by ci zrobiło jakieś wyśmienite martini, usłyszała radę Kelly. - Nie wystarczy zwykłe martini? - powiedziała na głos i oczywiście nie doczekała się odpowiedzi. Gdyby Kelly tu była, uśmiechnęłaby się figlarnie, oczy by jej pojaśniały i powiedziałaby: - Nie, Caitie-Did... musi być wyśmienite. - Oczywiście - powiedziała do pustego pokoju. - Czy jest jakieś inne? - Tak jej się to spodobało, że włączyła komputer i odpowiedziała na list Kelly, zapraszając ją na drinka. Może namówi ją, żeby poszła na pogrzeb. Przecież nie takie cuda się zdarzają. Tak, cały czas, i to zawsze tobie! Omal się nie rozpłakała, gdy przypomniała sobie o Jamie, Joshu i matce... nie, nie może się poddać. Weźmie się w garść. Szybko skończyła list, wysłała go i przebrała się w strój do biegania. Musi odzyskać jasność umysłu. Nic nie będzie już tak jak dawniej. Wkroczyła w nowy etap swojego życia. Życia bez matki. Serce znów zabolało, gdy zdała sobie z tego sprawę. Choć prawie nigdy się ze sobą nie zgadzały, kochała matkę. Mimo nieporozumień. Mimo tego, że wiele lat temu matka nie chciała jej uwierzyć. Caitlyn zawstydzona, jąkając się, opowiedziała matce o Charlesie... o tym, jak przychodził do jej pokoju późną nocą. I o tym, jak babcia dotykała ją... Ale matka nie uwierzyła. - O Boże - wyszeptała Caitlyn, gdy odezwały się wspomnienia. Ścisnęło ją w gardle, przygryzła wargę. Ciemne, ponure cienie przeszłości. Charles. Przyszedł do jej pokoju, wśliznął się bezszelestnie do sypialni i zakradł do jej łóżka. Nie wszystko pamiętała. - Nie. Nie... - Usłyszała swój głos, dziwny, zdławiony, jakby dochodził z daleka. Z trudem chwytała oddech. Oparła się całym ciałem o drzwi. Zadzwoń do Adama. Pozwól mu, żeby ci pomógł. Chciała tego. Bardzo chciała, ale nie mogła na każdym kroku liczyć na jego pomoc. Z pewnymi rzeczami sama musi sobie poradzić. Później... później zadzwoni. Dlaczego chcesz to zrobić, Caitie-Did? Pocałowałaś go i spodobało ci się, prawda? Liczysz na więcej? Chcesz go jeszcze raz pocałować, mocno. Zobaczyć, jak zareaguje. Poczuć jego dotyk. Nie. To będzie spotkanie pacjentki z psychoterapeutą, powiedziała do siebie, schodząc po schodach. Pewnie. To dlaczego serce bije ci tak niecierpliwie? Co?
nie miała siły. Płuca domagały się tlenu.
– Ani śladu kobiety w czerwonej sukience w ciągu dwóch godzin przed i po. Ani śladu
fast solution i need 1000 dollars now from trusted direct lender – À propos tego, co chcesz powiedzieć – zaczęła Olivia, gdy zostali sami – czy
- Nie zrobiłabyś nic, co zaszkodziłoby śledztwu? - zapytał. - Co takiego? - zapytała gwałtownie. - Słyszałaś, co powiedziałem. - Pieprz się, Reed. Wiesz, jaka jestem. - W tym właśnie problem. - Wstał i poczuł, jak Sylvie zmraża go swoim spojrzeniem. - Naginasz zasady bardziej niż ja. Spojrzała na zegarek. - Muszę wyjść. Jest sobota. Przegapiłam mecz pitki nożnej, w którym gra moja córka. Nie pierwszy raz. - Glina nie ma weekendów. - Za to ma bajeczną pensję, wysokie premie i jest sławniejszy niż gwiazdy rocka - odparowała. - Dzwoniła do mnie Madonna, chciała się zamienić. Właśnie się nad tym zastanawiam. Powiedziałam, że oddzwonię. Reed roześmiał się. Poszedł do swojego gabinetu, zastanawiając się, co psychiatra powiedziałby o jego partnerce. Albo o pani Bandeaux, jeśli to, co mówiła Morrisette, było prawdą. Próbował nie myśleć o Caitlyn Bandeaux jak o głównej podejrzanej, ale przeczucie, że jest w tę sprawę zamieszana, nie chciało go opuścić. Od służącej Bandeaux dowiedział się, że Caitlyn, porzucona przez męża czy nie, była częstym gościem w jego domu. Kiedyś tam mieszkała i pewnie wciąż miała klucze, bo Bandeaux nie zmienił zamków. Jeśli wierzyć kieliszkom w zmywarce, tamtej nocy w domu Bandeaux była kobieta; różowa szminka przypominała tę, którą miała dzisiaj na ustach Caitlyn, ale może to zwykły zbieg okoliczności. Bez dokładnego badania trudno stwierdzić. Istnieją setki odcieni różowych szminek, albo nawet tysiące. Najważniejsze, że nie miała wiarygodnego alibi. Dzisiaj rano wydawało mu się, że jest w szoku i przeżywa stratę męża, ale też że coś ukrywa, jakąś tajemnicę. Pracując w policji w San Francisco, wiele razy widział, jak ludzie kłamią, i umiał to rozpoznać. Ale to mogło być samobójstwo, mimo wszystko. Włączył lampkę na biurku. Postawiłby swoją miesięczną pensję na to, że Caitlyn Montgomery nie przeszłaby pozytywnie testu na wariografie. Kłamała na temat tego, co wydarzyło się zeszłej nocy; Reed był tego pewien. Musiał tylko dowiedzieć się, dlaczego. Rozdział 6 Zadzwonił telefon. Caitlyn pomyślała, że to może Kelly, i popędziła do kuchni. Omal nie wpadła na Oskara, chwyciła słuchawkę i zauważyła, że na ekranie nie wyświetliło się żadne imię ani numer dzwoniącego. - Słucham? - Dzień dobry. Czy rozmawiam z Caitlyn Bandeaux? - zapytał nieznajomy kobiecy głos. Caitlyn wyprostowała się, czujna i spięta. - Tak, słucham. - Cieszę się, że panią zastałam. - Głos brzmiał przyjaźnie. Wesoło. Podejrzanie. To nie był odpowiedni dzień ani na wesołość, ani na podlizujące się nieznajome głosy. - Nazywam się Nikki Gillette, pracuję dla „Savannah Sentinel”. Wiem, przez co pani teraz przechodzi, proszę przyjąć moje kondolencje z powodu śmierci męża.
sypialnię i podszedł do zamkniętych drzwi do szafy. Przygotował się wewnętrznie i otworzył
chmury, w nozdrza uderzał zapach rzeki Missisipi.
– A jak myślisz?
na golfa albo wędkarstwo.
prawda? O bliskość. Kontakt. Zaufanie. O Boże... Traciła go, czuła to w pustej sypialni.
umowa najmu koronawirus

wszystkim kryje sie jeszcze cos - ¿e jest wiele mrocznych

- Uczysz się.
- Macie być grzeczni - burknął, ale oni w ogóle nie zwrócili na niego uwagi i musiał im przypomnieć, żeby
sobie poradzi.
Robertson uprzedził mnie o tym. Wiedziałem tak¿e, ¿e twój
tenisowa. Mo¿e tam schowała pierscionek. Rozpieła zamek
unitedfinances special offer i need 1000 dollars now bad credit from local lender odpoczynku, wiec Phil przepisał jej leki przeciwbólowe i
Jakie trupy?
swiece, grała cicha muzyka, a pod rzucajacym słabe swiatło
- A w jaki sposób Marla - prawdziwa Marla - zdołała
łó¿ka, ¿e sie całuja, a potem... nie chciała nawet o tym myslec.
otwarcie salonów kosmetycznych zasady Paterno, obróciwszy sie na krzesle, siegnał po raporty
Z mieszkania nie dochodziły ¿adne dzwieki - ani szum
- Choćby nie wiem co, spotkam się z moją córką.
Stanowczo.
tak wiele ryzykowali. I nie mieli czasu do stracenia.
day spa warszawa

©2019 www.ten-strefa.mielno.pl - Split Template by One Page Love